redakcja@top25snuff.com
gg: 5100723
fbde5237d004e87f1b284f362bfe6a35.jpg

Aecht Altbayerischer Schmalzler Hot

AdministratorAdministrator   Wrzesień 24, 2009  
 
0.0
 
4.8 (43)
72868   0   2   0   0   26

Recenzje użytkowników

43 reviews

 
(38)
 
(4)
 
(1)
2 stars
 
(0)
1 star
 
(0)
Ocena ogólna 
 
4.8
 
4.8  (43)
 
4.8  (43)
Access restricted to members. To continue register or
Powrót do pozycji
43 rezultat(y) - wyświetlane 1 - 5  
1 2 3 4 5 6 7 8 9  
Sortowanie 
 
(Updated: Grudzień 28, 2014)
Ocena ogólna 
 
4.2
Ocena smaku 
 
4.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Wolność

Nie wszyscy potrafią zrozumieć schmalzlery. Z jednej strony mnie to nie dziwi - taki znak czasów. Kto dziś bowiem pije prawdziwą kawę, herbatę, czekoladę czy piwo? O produktach żywnościowych już nawet nie wspominam. Ot taki mamy wiek - erzaców. Czasy, w których z produktów eliminuje się te cechy, które są pierwotnymi właściwościami tychże produktów. I tak na przykład, czekolady mają coraz mniej kakao a w tabace coraz trudniej wyczuć tytoń. Jasne, zdaję sobie sprawę, że przesadzam. Nie jest aż tak źle, ale jestem świeżo po lekturze „Wizji lokalnej” Stanisława Lema i ciągle mam w głowie paradoks Xixoqta.

Z drugiej jednak strony dziwię się. Przecież ten gatunek to nie żadne kantowskie prolegomeny czy "mojżeszomajmonedisowe" traktaty. Ot, stopień skomplikowania jest mniej więcej równy bawarskim tańcom. No cóż, istnieją jednak tabacznicy, którzy kontakt z bawarskimi produktami kończą tak jak Clark Griswold skończył swój bawarski taniec w „Europejskich wakacjach”. Tabacznicy ci mają za złe tej grupie produktów szorstkość i grubiaństwo, i tak jak bohater wspomnianego filmu, nolens volens dostają od tabaki - z przeproszeniem - po twarzy. I żeby była jasność - dostają za niezrozumienie zasad gry, a nie za same słowa: nolens volens - za nie po twarzy oberwało od Romka Tytusowi gdy był uplastyczniany.

My jednak - to znaczy, ja i spora grupa miłośników prawdziwych tabak - doskonale rozumiemy reguły tego bawarskiego tańca i dzięki temu bawimy się wyśmienicie, na pewno równie dobrze jak główna postać skeczu o pani Serwusowej grupy Mumio. W opisywanym tu produkcie jest właśnie pełno szorstkości i grubiaństwa. Ciężki, otumaniający tytoń spowity gryzącym w oczy dymem. Śmiechu tyle, że można pęknąć, prawda? Lecz w tym tkwi właśnie urok - już nie tylko „AA Schmalzlera” ale i innych podobnych produktów. Prostota, która z rozbrajająca szczerością mówi jak Aleksandra Kozeł w „Misiu” rozchylając szlafrok: o, taka jestem...Jakby tego było mało, to obcując z tą tabaką dochodzi się jeszcze do wniosku, że przecież ten bawarski taniec przechodzi, dzięki swoim prostym nutom oraz dzikiemu taktowi w pląsy Zaratustry! Nietzscheanizm w tabace?! A dlaczego by nie?! Kto nam zabroni odczytywać tabaki za pomocą wszystkich dostępnych nam środków?

Mamy także ciut z Arystotelesa, bo opisywana tabaczna forma musiała nadać materii odpowiednią postać. Otrzymaliśmy zatem tabakierę, która odzwierciedla cechy samej tabaki. Bogactwo prostoty i surowości – czerń ze złotym gotykiem. To pudełeczko, które spokojnie można położyć na obwolucie „Tako rzecze Zaratustra” wiedząc, że autor tego dzieła nie miałby nic przeciwko. Zresztą – myślę, że oba te przedmioty przyciągnęłyby się z magnetyczną siłą.

Zacząłem Lemem, niechże wolno mi będzie skończyć również Lemem a dokładniej „Kongresem futurologicznym”. Ponad połowa tabak, to takie maskony, przekłamujące rzeczywistość. Zażywając "AA", jak i inne prawdziwe tabaki, maskony opadają, widzimy prawdziwą rzeczywistość. Tylko, że nie jest to, jak w dziele Lema, rzeczywistość straszna i okropna, a przeciwnie - doskonalsza od tej, którą zapewniają nam maskony. Inaczej - stajemy się wolnymi.

Podsumowanie o tabace

Zalety tabaki
- Schmalzler.
- Bawarsko-nietzscheańskie pląsy.
Minusy Tabaki
- Ocena 5 jest dla tabak genialnych.
Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 
Ocena ogólna 
 
5.0
Ocena smaku 
 
5.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Inicjacja

Jest to moja pierwsza recenzja. Wielu miłośników tabaki może zastanawiać się w tym momencie, dlaczego nowicjusz jak ja bierze się za recenzowanie produktu tak kultowego i niezwykłego jak Aecht Altbayerischer Schmalzler. Po tylu wyczerpujących i ciekawych recenzjach wydaje się, że o tej tabace powiedziano już wszystko, i tak zapewne jest. W mojej recenzji znajdziecie zapewne wiele znanych z innych tekstów porównań i opisów. Chcę jednak podzielić się moimi spostrzeżeniami i doświadczeniami, zwłaszcza z punktu widzenia tabacznika - amatora.

Tak jest - zażywam tabaki stosunkowo od niedawna, może od półtorej roku. Nie uważam się za żadnego znawcę czy konesera. Wychowany na grubiańskim do cna Red Bullu, od którego zacząłem swoją przygodę z tabaką, poczęstowany ongiś przez kolegę, zainteresowałem się tym rodzajem używek. Początkowo zażywanie wspomnianej wyżej tabaki wydawało mi się wystarczające, jednak po pewnym czasie zmęczony ordynarnością mentolowego byka, zacząłem szukać innych doznań w moich nozdrzach. Nie byłem nawet świadom mnogości smaków i aromatów oraz marek tych szlachetnych używek. Nie zdawałem sobie sprawy że tabaka może dać coś więcej niż mentolowego kopa i zatkany nos. Nie wiedziałem też o istnieniu tak licznego grona smakoszy tabaki którzy dzielą się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami w internecie. Przez nikogo nie zachęcany, kierowany własną ciekawością oraz przekonaniem, że "musi być coś więcej" w tej szlachetnej używce, zacząłem sięgać po inne tabaki. Moje wybory opierały się na ocenie pudełek i ewentualnie opisanych na nich właściwości aromatycznych. Powoli rozpocząłem moją podróż w świat ciekawych smaków i aromatów. W mojej kolekcji znalazły się owocowe ozonki, anyżowy Lew a nawet sam Prezydent, do którego zapewne przyciągnęło mnie jego ładne opakowanie. Moje wybory były jednak w dalszym ciągu mniej lub bardziej, nieświadome. Nie znałem opinii innych, delektowałem się zażywaniem tabaki sam dla siebie. Któregoś dnia, moją uwagę przykuło czarne pudełeczko ze złotymi napisami. Stało się.

Przy pierwszym zażyciu, nie byłem w stanie ogarnąć wykwintności ani tym bardziej ciężaru Schmalzlera. Poczułem się rozczarowany - rozsmakowany w lekkich i aromatycznych produktach Poeschla po prostu nie rozumiałem tej tabaki. Dopiero kiedy spróbowałem jej po raz kolejny, potem następny, zacząłem tę tabakę rozumieć. Nie czuć, ale właśnie rozumieć. Tak jak poezję, która na pozór wydaje się dziwna, z którą nie mieliśmy do tej pory do czynienia, kiedy ją zrozumiemy, wciąga nas bez reszty i sprawia, że chcemy sięgać po więcej.

Za sprawą AA Schmalzlera zacząłem szukać informacji o tej tabace w internecie. Ku mojemu zdziwieniu, odkryłem świat, w którym się odnalazłem - ludzi, którzy delektują się zażywaniem tabaki, rozumieją jej głębię i potrafią docenić skrywające się w niej aromatyczne tajemnice. Schmalzler był dla mnie jak inicjacja - z chłopca bawiącego się w zażywanie tytoniowego proszku z kolorowych pudełeczek, przeszedłem w dojrzały świat tabaki, którą rozumiem i którą potrafię się delektować. Która jest używką szlachetną i za razem niezwykłym hobby. Swoją drogą cieszę się, że przeszedłem tą drogę sam - zebrałem wiele doświadczeń, własnych spostrzeżeń, nie zmąconych cudzym zdaniem. Teraz moje wybory będą bardziej świadome, oparte o opinie wielbicieli i koneserów tabaki jakimi niewątpliwie jest społeczność zrzeszona na tym i podobnych portalach. Jednak żeby móc wstąpić w wasze szeregi, musiała dokonać się inicjacja. I oto jestem.

Skończywszy ten przydługi wywód i odę do AA Schmalzlera, opiszę jak przystało na recenzję jej walory oraz wady. Do zalet na pewno należy zaliczyć jej tradycyjny ciężki smak. Nie każdemu może się on podobać, jednak jest w nim coś wyjątkowego. Już przy pierwszym kontakcie, po otwarciu tabakierki kiedy tłusty i niemal czarny gruby proszek sypie się na naszą dłoń zapowiada to coś niezwykłego. Ciężka woń tytoniu, wędzone aromaty... Przywodzą na myśl zamierzchłe czasy, stare strychy i piwnice. Czasami namiastkę tego aromatu można wyczuć choćby w muzeum, wkładając ukradkiem nos do bardzo starej szafy... Twórcom tej tabaki udało się zamknąć w jej czarnym opakowaniu tradycję i przeszłość. Polecił bym tę tabakę każdemu nie ze względu na jej unikatowy smak, ale choćby dla tego, że każdy wielbiciel tabaki powinien jej spróbować, delektować się jej smakiem i samemu go zinterpretować. Na początku ta znajomość może nie być łatwa, ale z pewnością nikt nie pozostanie obojętny na doznania jakie daje AA Schmalzler i później będzie sięgał po jeszcze. Tabak ta doskonale pasuje, jak już pisali moi przedmówcy, do porannej kawy. Ich aromaty znakomicie się uzupełnią wprawiając nas o poranku w doskonały nastrój. Po dobrym posiłku również doskonale smakuje, zwłaszcza do mięs i wędzonek. Ale najlepiej smakuje wtedy, kiedy ma się ochotę na odrobinę nostalgii.

Minusy - największym z minusów tej tabaki jest to że na początku nie każdemu może zasmakować, podobnie jak było w moim przypadku. Nie jest to dobra tabaka na start przygody z zażywaniem tej szlachetnej używki. Zażyta w zbyt dużej ilości ma tendencje do nieprzyjemnych spływów lub zatkania nosa. Ale taki jej urok - te cechy podkreślają dodatkowo jej surowość i tradycyjny a zarazem niepowtarzalny smak.

Podsumowanie o tabace

Zalety tabaki
-Dla mnie na zawsze będzie Ikoną
-Pozwala zrozumieć czym jest tabaka
-Niebywała porcja tradycji i nostalgii
Minusy Tabaki
-Potrafi spłynąć
-Czasami za ciężka
Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 
Ocena ogólna 
 
5.0
Ocena smaku 
 
5.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Na starówce, po zmroku

Długo przymierzałem się do opisania tej tabaki. Być może za sprawą jej niezwykłości. Tak – „Aecht Altbayerischer Schmalzler” zasługuje na wyczerpujący opis. Ale nie rzemieślniczy, zasługuje na opis, który odda jego naturę w sposób równie pełny, jak pełny jest aromat tego tabacznego dzieła.

Należy zacząć od określenia charakteru „A. A. Schmalzlera”. Tabaka ta nacechowana jest mrokiem, czymś, co przywołuje na myśl przeszłość, wąskie uliczki starówki i sugeruje zażywać ją wieczorem lub w deszczowy dzień. Kojarzy się też z zimą, kominkiem. Przypuszczam, że takie postrzeganie wywołane jest jej surowością.
Surowość ta objawia się przede wszystkim w aromacie. Wonie, jakich można się doszukać w tym schmalzlerze są najzupełniej proste i typowe dla tego typu tabak, jednak zestawione i zaserwowane w sposób, który czyni „Aechta” prawdziwym majstersztykiem.

A jak zostały one zaserwowane ? W formie czarnego, grubo mielonego i tłustego proszku, naturalnie. Zażycie tegoż proszku zanurza tabacznika w nieprzeniknionej woni. Woni czarownej i jakże nastrojowej.
Składają się na nią mielona kawa i wyrazista, słodka, suszona śliwka, przełamane lekko kwaskową, rodzynkową nutą. Bazą dla tej prostej, acz sycącej kompozycji jest wędzony tytoń brazylijski. Tytoń pachnący ciężko i słodko, obdarzony charakterystycznym dla „Bernarda”, dymnym zacięciem, które decyduje o surowości opisywanego produktu.
Ciekawym jest, że nie istnieje ściśle ustalona kolejność pojawiania się poszczególnych składowych aromatu. One po prostu stanowią całość, współistnieją i ustępują sobie miejsca w odpowiednim czasie, a gdy zdążą już osłabnąć (co nie następuje szybko) - odchodzą powoli, znikają, pozostawiając po sobie delikatny, wonny ślad i pozwalając tabacznikowi pozostać sam na sam z łagodniejszym już tytoniem.
Ta kompozycja jest pełna, skończona, nie pozostawia wrażenia, jakoby czegokolwiek tu brakowało. Nie mówię o doskonałości, ale o… pełni właśnie, tej, o której wspomniałem już na początku recenzji.

Wspomnę jeszcze krótko o tabakierze, która jest, moim zdaniem, warta uwagi. Typowe dla „Bernarda”, czarne pudełeczko zdobią logo firmy i nazwa tabaki zapisana gotycką czcionką. Wszystkie nadruki utrzymane są w kolorze złotym. To eleganckie, proste opakowanie zostało dobrane w sposób bardzo trafny, odpowiada bowiem swojej zawartości w stu procentach.

Podsumowując, uważam, że „Aecht Altbayerischer Schmalzler” jest wyrobem nieprzeciętnym. Nie chcę wygłaszać arbitralnych stwierdzeń, jakoby był tabaką doskonałą czy czymś w rodzaju „über-schmalzlera”. Myślę, że jest po prostu produktem, nad którym warto się pochylić, poświęcić trochę czasu, a nie powinien sprawić zawodu.

Podsumowanie o tabace

Zalety tabaki
Sycący, pełny aromat
Doskonały tytoń
Piękna tabakierka, będąca wzorem elegancji
Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 
Ocena ogólna 
 
5.0
Ocena smaku 
 
5.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Starobawarczyk

Moją przygodę z Aecht Altbayerischer Schmalzler (pozwolę sobie dalej używać skrótu AASch) zacząłem dość niefortunnie. Jest to mój pierwszy schmalzler jakiego miałem okazję spróbować. Niestety egzemplarz zakupiony w miejscowej trafice był mocno przesuszony i z lekka zwietrzały. Mimo tych mankamentów już wtedy ten rodzaj tabaki mnie zauroczył – totalna odmienność od mniej lub bardziej mentolowych, popularnych produktów Poschla, które wtedy zażywałem. Od tamtej pory upłynęło trochę czasu, pojawiło się u mnie wiele nowych, innych tabak. Pojawiły się także inne schmalzlery z rodziny Bernarda. Lecz ciągle u mnie w głowie krążyła myśl żeby wrócić do AASch. I tak się stało. Zamówiłem tą tabakę u jednego z najbardziej popularnych sprzedawców na allegro, zachęcony bardzo udanymi wcześniejszymi zakupami. Jakże dobra to była decyzja…
Po otwarciu przesyłki moim oczom ukazała się już znana ale cały czas robiąca bardzo dobre wrażenie tabakierka. Kształt charakterystyczny dla marki Bernard, plastik czarny. Jednak gdy przyjrzymy się jej bliżej, zauważymy że front jest jakby trochę matowy, boki zaś lekko połyskują. Gustownie. Lecz czym byłby Bernard bez odpowiedniej etykiety. W przypadku AASch nie mamy do czynienia z naklejką. Mamy za to elegancki złoty napis w staroniemieckim, gotyckim stylu oraz rysunek bawarskiego tabacznika. Napis w luźnym tłumaczeniu mówi że w tabakierce umieszczony został oryginalny starobawarski schmalzler. Taka zapowiedź sugestywnie zachęca do zapoznania się z zawartością tabakierki.
Już po otwarciu tabakierki i spróbowaniu aromatu na mej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Intensywna, ciężka woń wysokiej klasy tytoniu brasil, kawa i kawał solidnej wędzonki pobudzają nozdrza. Gdzieś w tle również wyczuwalne są nuty gorzkiej czekolady i owoców. Coś mi jednak ta wędzonka najbardziej spokoju nie daje….hmmm…. trzeba zażyć.
Sypię dwie szczypty na dłoni. Prawie czarny, grubo mielony proszek o sporej wilgotności lub nawet tłustości jest taki jaki schmalzler być powinien. Zbliżam dłoń do nosa…. Sznup…sznup….i od razu jakby przenoszę się w czasie. Ale zaraz, nie jestem w bawarskiej karczmie przełomu XVIII i XIX wieku. Ciężki aromat tytoniu i kawał potężnej wędzonki niczym czołg Tygrys szarżują mi w nosie drapiąc i łaskocząc. Kichnięcie w tym momencie nie jest niczym niezwykłym. Za czołgiem dzielnie maszeruje piechota Wermachtu w postaci kawy, gorzkiej czekolady i nuty owocowej…śliwka, a może rodzynki… Żaden nos nie oprze się tej aromatycznej szarży, stąd nieuchronnie pojawia się solidne zwilgocenie, typowe przy zażywaniu schmalzlera. Lecz gdy czołgi i piechota już oddalą się, w opadającym po batalii kurzu można oddać się chwili wytchnienia i relaksu. Tak, finisz tutaj jest długi, pełny, sprzyjający odpoczynkowi ale nie dający zapomnieć o tym pięknym tytoniu i intrygującej wędzonce. Intrygującej dlatego, bo o ile w innym bernardowym arcydziele jakim jest Klostermischung aromat wędzonki przypomina mi bawarską kiełbasę, tak w AASch aromat ten nasuwa mi na myśl raczej kawał wołowego, gulaszowego mięsa. Fantastyczna tabaka.
Czym jest Aecht Altbayericher Schmalzler ? Jest to klasyczny, kompletny schmalzler. W przeciwieństwie do flagowego bernarda - Brasil Doppelt Fermentiert, w moim przekonaniu posiada on własną indywidualność. A jest nią wszechobecny ciężar. Ciężki jest tytoń, ciężka jest wędzonka, kawa, czekolada i owoce także. Polecić AASch mogę każdemu tabacznikowi. Ci mniej doświadczeni niech się nie zrażają siłą tej tabaki, bo gdy tylko dadzą jej szansę, poznają ją lepiej, będą mogli przenieść się w odległe czasy gdy produkowany klasyczne tabaki i wielce prawdopodobne że schmalzlery zdobędą ich serca. Zaawansowany tabacznik zaś znajdzie tu wszystko co w schmalzlerach najbardziej klasyczne i w pełni da się pochłonąć aromatowi AASch. Miłośnikom produktów Bernarda zachwalać tej tabaki nie trzeba, wiadomo – pozycja obowiązkowa.

Podsumowanie o tabace

Zalety tabaki
- pełny, klasyczny aromat schmalzlera
- ciężar, ciężar, ciężar
- długi mocny finisz, sprzyjający relaksowi
- elegancka, gustowna tabakierka
- raczej nie spływa
Minusy Tabaki
- jakie minusy ?
Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 
(Updated: Luty 12, 2014)
Ocena ogólna 
 
5.0
Ocena smaku 
 
5.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Piękno klasyki

Opowiem Wam krótką historię o pewnym człowieku. Dziwny to był osobnik, różni różnie o nim mówili. Lubił chadzać własnymi ścieżkami. Nasłuchałem się o nim tyle, że w dniu spotkania niewiele mnie mogło już zaskoczyć. I słowo ciałem się stało. Nadszedł ten dzień. Całkiem przypadkiem, niespodziewanie spotkałem go w jednej z uliczek zatłoczonego Berlina. Dumny, rosły mężczyzna o surowych rysach zdawał się traktować wszystkich z góry. Podałem mu rękę, przedstawiając się, grzeczność i zasady savoir-vivre'u tego wymagały. Jego silny, zdecydowany uścisk i spojrzenie świadczyły o tym, że mam do czynienia z człowiekiem z zasadami, a zarazem pełnym stoickiego spokoju. Jego wyroby tytoniowe zdobywały rzesze zwolenników, przynosząc mu krociowe zyski. Nie obnosił się z tym jednak, nawet jego ubiór nie zdradzał, że mam do czynienia z kimś ważnym, liczącym się na rynku. Ubrany na czarno mężczyzna zdawał się otaczać łuną tajemniczości, jedynie złota klamra paska i złote spinki mogły świadczyć o jego statusie. Czułem się dziwnie, lekko zaniepokojony, a zarazem pełen entuzjazmu i ciekawości, bo przecież miałem okazję poznać jednego ze słynnych braci Bernard. Przypadek spotkania odebrał mi mowę. I w tym momencie mężczyzna zrobił coś, czego się nie spodziewałem. Sięgnął do kieszeni, wyjmując jakieś tajemnicze pudełeczko. Spojrzał na mnie i podał bez zastanowienia. Spoglądałem przez chwilę, ale dłuższy przestój mógł świadczyć o pewnym nietakcie. Odsunąłem delikatnie suwak i wysypałem na rękę dwie szczypty ciemnego specyfiku. Oddałem tabakierę, mężczyzna zrobił to samo, co ja przed chwilą. Staliśmy w milczeniu i w prawie tej samej chwili zażyliśmy tabakę. Mężczyzna po chwili przerwał zadumę, zaczął snuć swoją opowieść. Słuchałem z uwagą i zainteresowaniem o jego biznesie, historii wyrobów, o szlachetności tytoniu... doprawdy zajmująca opowieść. Historii towarzyszył cudowny aromat tytoniu, który zażyłem kilka chwil wcześniej - był bardzo smaczny, ostry, surowy, o szorstkim charakterze. Doskonale wpasował się w charakter opowieści. Mężczyzna mówił o tym wszystkim z olbrzymią pasją, bez zbędnych dłużyzn, a zarazem niezwykle ciekawie. Nagle wyciągnął z kieszeni jakiś woreczek, rozwiązał go i podał mi. Sięgnąłem do środka i wyciągnąłem kilka... rodzynek! Przepyszne, a co ciekawe - świetnie wpasowały się smakiem w aromat tytoniu, który jeszcze wyczuwałem. Ale aromaty, które czułem, dopełniało coś jeszcze. Słuchałem i zastanawiałem się przez chwilę, próbując wychwycić to, co dochodziło do mnie z zewnątrz. Po chwili już wiedziałem. W uliczce unosiły się delikatne nuty wędzonki i jakby suszonych śliwek, które świetnie harmonizowały z tytoniem i rodzynkami. Rozglądałem się nieśmiało i zastanawiałem, skąd one mogą dochodzić. Nie uzyskałem odpowiedzi, ale wiedziałem jedno...zapachy te doskonale uzupełniały aromaty tytoniu i rodzynek, które jeszcze przeżuwałem. I tak sobie pomyślałem, że pięknie byłoby ująć te aromaty w jedną, harmonijną całość. Połączyć surowość i szlachetność tytoniu, słodycz i subtelność rodzynek i śliwek z urzekającym i uspokajającym aromatem wędzonki. To byłoby coś... Nie mogłem się powstrzymać, podzieliłem się swoimi uwagami, swoim pomysłem zrodzonym przed kilkoma chwilami. Mężczyzna spojrzał z niemałym zainteresowaniem i pewnym błyskiem w oku, delikatnie się uśmiechnął. Przez chwilę o czymś dumał, wydawało mi się, że czytam w jego myślach. Cóż, nasza rozmowa dobiegła końca. Teraz mężczyzna wyciągnął dłoń jako pierwszy. Poszedł wzdłuż uliczki, swym spokojnym, majestatycznym krokiem i zniknął tuż za rogiem. Zamknąłem na chwilę oczy, pogrążyłem się w myślach. Zmieszane aromaty zdawały się przygasać, ale nadal pieściły zmysły i pozwalały choć na chwilę zapomnieć o problemach codziennego świata. Marzyłem o szklaneczce whisky. Po chwili zszedłem na ziemie, odwróciłem się na pięcie, poprawiłem kapelusz i poszedłem w swoją stronę...

Dwa lata później, siedząc w fotelu i przeglądając gazetę, natrafiłem na ciekawą nowinkę. Triumfy święcił nowy schmalzler - o aromacie suszonych śliwek, rodzynek i wędzonki, na bazie wybornego tytoniu. Na zdjęciu widnieli bracia Bernard, prezentujący swój nowy wyrób. Uśmiechnąłem się pod nosem, przymknąłem oczy... poniekąd byłem z siebie dumny.

Po dwóch tygodniach listonosz dostarczył mi dziwną paczuszkę - idealnie zapakowaną, filigranową. Nie czekając dłużej, rozpakowałem zawiniątko. W środku znajdowało się małe plastikowe pudełeczko, czarne ze złotymi napisami, kogoś mi przypominało... Pod nim znajdowała się karteczka. Wyciągnąłem ją i uniosłem wyżej, żeby móc przeczytać. Widniało na niej zaledwie kilka słów... słów, których nie zapomnę do końca życia - "Tamtego dnia spełnił Pan marzenia wielu". Mój uśmiech nie schodził z twarzy przez dłuższą chwilę. Nawet nie miałem siły ani ochoty zastanawiać się, jakim sposobem paczka znalazła właściwego adresata. Odłożyłem kartkę i sięgnąłem po tabakierkę, siadając wygodnie w fotelu. Suwak odsłonił maleńki otwór, z którego wysypałem na rękę szczyptę grubo mielonego, dość wilgotnego specyfiku. Przystawiłem nos i nie czekając dłużej, skosztowałem. Nagle wrócił do mnie tamten dzień, był wręcz namacalny, jakbym tam był. Poczułem identycznie te same aromaty, byłem szczęśliwy, oddychałem pełną piersią. Kątem oka zerknąłem na słowa na kartce, uśmiech powrócił, zapadłem w błogi sen...

Podsumowanie o tabace

Zalety tabaki
- Magiczny konserwatyzm
- Idealna harmonia aromatów
- Szlachetna, ciężka, a zarazem wysublimowana
- Piękna tabakiera
Minusy Tabaki
- W mojej opinii brak
Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 
43 rezultat(y) - wyświetlane 1 - 5  
1 2 3 4 5 6 7 8 9