redakcja@top25snuff.com
gg: 5100723
fbde5237d004e87f1b284f362bfe6a35.jpg

Szczegóły recenzji

 
Pariser No. 2
Bernard Tabak
by Konserwatysta     Styczeń 27, 2010    
(Updated: Luty 18, 2014)
Ocena ogólna 
 
5.0
Ocena smaku 
 
5.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Pariser No.2

Ostatnio zastanawiałem się jaką tabakę powinienem zrecenzować jako następną. Zwykle kierowały mną te same pobudki: ochota, dostępność i pewne obycie z danym wyrobem. Jeszcze nie do niedawna przypuszczałem, że do jubileuszowej - setnej - recenzji podejdę tak samo, jednakże coś we mnie zmieniło i zacząłem troszkę rozmyślać.
Zrobiłem mały przegląd tego, co mam, bo chciałem, żeby to nie była przeciętna tabaka, tylko taka, która czymś się wyróżnia i... Nie ma innego wyboru - to musi być Pariser No.2.
Było jeszcze kilku kandydatów, ale z różnych względów sprawa została szybko rozstrzygnięta, co jest dla mnie w pewien sposób korzystne. Spodziewam się, że trochę mi ulży, jeżeli już opiszę tą tabakę, a to do łatwych nie należy.
Z Pariserem wiąże się kilka wspomnień i wydarzeń, które z peryspektywy czasu nie są znaczące. I tak nie ułatwią mi oddania choć małej części tego, co twórcy receptury uknuli. Myślę jednak, że warto wspomnieć choćby o tym, że ta tabaka nie zachwyciła mnie na samym początku. Oczywiście smaczna, miła, ale... Może nie trafiłem w odpowiedni moment, bądź po prostu nie postarałem się jej poznać - w to trzeba włożyć jakiś wysiłek i popróbować. Może w waszym przypadku było, czy też będzie tak samo i doznacie nagle jakiegoś olśnienia?
W moim obcowaniu i przeżywaniu tej tabaki nagle ogarnęło mnie pewne zrozumienie dla charakteru i istoty Parisera, choć smak pozostał ten sam. Teraz sam się dziwię, a nawet trochę mi wstyd, że podchodziłem do tego zbyt schematycznie i rutynowo.
To jest tabaka z duszą, porusza jej cząstkę, która w obecnym świecie, jak się wydaje, czasami została zaniedbana. Można znaleźć zapomnianą już tęsknotę za czymś ulotnym dla czego serce wciąż bije - nie wyjść jej na przeciw, ale miotać się przejętym tym uczuciem.
Ktoś jest gotowy wznieść swoją duchowość na wyższy poziom i popełnić akt zadumy i rozbudzić uczucia?
...O ile oczywiście jeszcze ta tabaka trafi jeszcze w wasze ręce. Tabaka nie jest już niestety produkowana. Szkoda! Wielka szkoda, szczególnie, że stała się jedną z moich ulubionych.
Nawet jeżeli nie przepadacie za takimi produktami to zachęcam do korzystania z okazji i nabycia jej - warto się zastanowić nad tym moi poprzednicy i ja się zastanawialiśmy.
Także... Część osób ją ma, jeżeli jeszcze jej nie pochłonęło. Jakby nie było raczej niewiele jest osób - a może i nie ma takich wcale - dla których Pariser No.2 stałby się tabaką codzienną. Nawet jak ktoś nie jest sknerusem (albo raczej "jest rozrzutny"!) to ciężko mi sobie wyobrazić osobowość, która stale łaknęłaby wyrobu takiego rodzaju.
Muszę przyznać, że łamałem sobię przez pewien czas głowę, jak opisać ten aromat i jestem praktycznie pewien, że mi się to nie uda tak, żeby ktoś mógł mieć wyobrażenie o tym produkcie. Mógłbym pisać i pisać, a każdemu taki zestaw skojarzeń pewnie wyda się czymś innym.
Zanim jednak podejmę się tego to piszę z czego przychodzi nam delektować się tą tabaką.
Szklana buteleczka. Równoległościenna o podstawie kwadratu... No - prawie kwadratu, bo ma zaokrąglone rogi. Schludna i skromna, ale naprawdę cieszy oko - pewnie w dużym stopniu przez to, że zwykle spotkać możemy się z wyrobami sztucznymi, a nie szkłem. Na niebieskiej etykiecie znajdziemy trochę informacji - o producencie, o tym, że tabaka zawiera barwnik... Jest też - rzecz jasna - nazwa, a oprócz tego dwa herby, w tym braci Bernard.
Koreczek jest z tworzywa sztucznego, choć w jego wnętrzu jest korek. Czy da się wymyślić lepsze opakowanie dla tabaki będącej niegdyś w masowej (?) produkcji? Nie sądzę.
Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to zbyt duży otwór tej buteleczki - często może wysypać się nam nieco zbyt wiele.
Jak wygląda to, co dostajemy w szkle? Wyblakły czarny, bądź zczerniały brąz z nieregularnymi jasnymi wtrąceniami o kształcie wszelkiej maści. Zmielona na pewno bardziej, niż schmalzlery, nie jest tłusta, ale sucha. Nie jest to suchy pył. Mimo wszystko jest bardzo przyjemna dla nosa, choć na początku może dać o sobie znać. Prosto? Tak - tak ma być.
Aha - na tabakierce napisano "mit Farbstoff", co oznacza, że Pariser No.2 zawiera barwnik. Ciekaw jestem tego, jak to by wyglądało, gdyby on nie występował (szkoda, że nie ma na to szans).
Przede mną najtrudniejsze - czy aby nie przesadzam? Może trochę, bo to niby tylko tabaka... Jakkolwiek nie wyglądałaby sytuacja warto napisać parę słów nim ta ponad stupięćdziesięcioletnia receptura zaniknie w mrokach czasu.
Tak - jak napisałem ta tabaka daje o sobie znać pewnym drapaniem i pieczeniem, a to w uogólnieniu nic niezwykłego. To, co jest dość nietypowe to jest to, że potrafi sprawić, że trochę mi duszno. Oddycham jakbym był w bardzo gorącym i wilgotnym pomieszczeniu. Nie mam pojęcia, jak taki efekt osiągnięto, ale niekiedy jest trochę przytłaczający.
Tuż po zażyciu uderza mnie jakaś słodkość - virginia? Co więcej nie mogę się pozbyć wrażenia, że w jakiś sposób ukryto tutaj kamforę! Zupełnie jak mentol w SG Gold Mull - niby jest... a nie ma! Kojarzy mi się ona zawsze tak samo - z przeźroczystym niebieskim kolorem.
Reasumując jest tu monolityczna słodycz wynikła z tytoniu i tejże domniemanej kamfory. "Sianowaty", słodki tytoń i żywa, ale delikatna kamfora. Połączenie - jeżeli tychże składników użyto - niesamowite. Jednakże nie przytłacza, bo wyraźne jest tylko na wstępie.
Szczerze mówiąc wątpię, że jeszcze ktoś tak "odczyta" tą tabakę i od razu chcę napisać, że odrzucam wszelkie "przytyki" o tym, że za mało jej zażyłem: nawet jeżeli pochłonę to, co mi zostało, to gotów nie będę. Czuję się trochę jakbym miał wyobrazić sobie nieskończoność bez żadnych "sztuczek".
Wracając do tematu: niemal natychmiast po zelżeniu początkowego "szoku" czuję to, z czego ta tabaka jest stworzona - tytoń. W przypadku Pariser'a ten składnik stanowi nie tylko trzon "konstrukcji", ale i serce oraz duszę.
Towarzyszy mu słodycz oraz delikatnie słony dodatek, ale nie w każdej chwili i praktycznie nigdy na raz.
Jest sucho, ciepło, duszno. Trochę zaniedbane, zakurzone i zbyt puste mieszkanie na poddaszu z widokiem na szare miasteczko. Stary, podniszczony stół zapełniony papierami, bezczynność ciała. Czuję się jakbym doczekał się chwili kiedy mogę oprzeć dłonie o parapet, odsapnąć i spojrzeć z dystansem na ludzi zmierzających w swoich kierunkach. Oni nie czują tego, co ja.
Jestem w domu wśród jakichś przedmiotów przytłączających swoją marnością.

Dziwna wizja - nigdy nie byłem w takim pomieszczeniu, jakie sobie czasami wyobrażam, gdy zażywam tą tabakę. Przy niej można się zadumać, pomyśleć o minionych sprawach właśnych, a także o tym, co drążyło ten ludzki świat. Nie trzeba się odrywać od rzeczywistości, choć to jest - mimo swojego charakteru - w jakiś nieopisany sposób przyjemne.
Z tego, co napisali inni przypuszczam, że czują [mniej-więcej] to samo. Nim zacząłem pisać tę recenzję zapoznałem się ze zdaniem innych i doszedłem do wniosku, że mógłbym równie dobrze wyciąć fragmenty tekstów i opatrzyć je jedynie jakimiś drobiazgami, które byłyby bardziej "po mojemu".
Naszła mnie teraz myśl, że to tabaka nie pasująca do sangwinika.
Ten tytoń, istota Parisera jest zbiorem smaków, aromatów, które przywodzą na myśl pewną marność i przemijanie. Można w sobie rozbudzić ubogość ducha!
Te smaki, które czytelnik znajdzie w tym wyrobie rozpoznać może jako podłe, jednakże podane w sposób, który sprawia, że potrafią pochłonąć i zauroczyć. Przy tej podłości i zwyczajności można poczuć wytrawnośc i błogosławieństwo zwyczajnego życia.
Ciężko oprzeć się Pariserowi... Ba! Nie chce się tego robić! Człowiek chciałby być pochłonięty w tymże stanie. Trzeba mieć czas, by tę tabakę do końca wyeksploatować, bo jeżeli zajmiemy się prozaicznymi zajęciami to niestety, ale... czar zniknie.

Reasumując... Ah, jak określić ten smak w skrócie? Jako duszący i suchy, a momentami także delikatnie słodki, bądź słony, przywodzący na myśl zakurzone, trochę brudne pomieszczenie, gdzie walają się wiekowe woluminy.
Powyższym akapitem dokonałem okaleczenia tego smaku - a może i całym tym tekstem?

Nie przypominam sobie recenzji, która sprawiłaby mi tyle problemów i nie sądzę, żeby to było spowodowane przez pewną przerwę. Nachodziły mnie różne myśli i łamałem sobie głowę, a teraz, na samym końcu, nie czuję się powyższym opisem usatysfakcjonowany.

Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 

Komentarze

 
 
Sortowanie 
 
To write a comment please register or