redakcja@top25snuff.com
gg: 5100723
fbde5237d004e87f1b284f362bfe6a35.jpg

Szczegóły recenzji

 
Dr Rumney's Mentholyptus
Van Erkoms Tabakke
by Filek     Styczeń 19, 2011    
(Updated: Marzec 21, 2011)
Ocena ogólna 
 
4.2
Ocena smaku 
 
4.0
Ocena opakowania 
 
5.0

Nędznicy.

Jan Valjean w kanałach albo pościg Javerta.

Nędznicy - czterotomowe dzieło Wiktora Hugo z jednej strony jest socjalistyczną agitką, nawołującą do wiary w rozum, postęp, i tym podobne bzdury. Z drugiej strony jest wspaniałą opowieścią - kryminałem, ckliwym romansem, powieścią historyczną, traktatem filozoficzno-społecznym - napisaną w równie wspaniałym stylu. I właśnie na te dwie strony tego dzieła będą tłem na którym opiszę „Mentolyptusa doktora Rumney'a”

Niecierpliwym czytelnikom przypominam, że niezadługo pojawi się tabaka.

Opiszmy zatem tę tabakę z dwu perspektyw. Raz za pomocą „Hugowskich” traktatów, a drugi raz za pomocą beletrystyki.

Jak zapewne pamiętają czytelnicy - a któż nie przeczytał „Nędzników”? - Jan Valjean znalazł się w pewnym momencie w kanałach paryskich. To tak natchnęło autora „Katedry Marii Panny”, że machnął kilkanaście stron rozważań właśnie o paryskich kanałach. Cóż my tam mamy? Ano mrok, stęchłość, zaduch. A to wszystko w labiryncie, z którego nie wyszedłby Tezeusz nawet z pomocą GPS. To właśnie "Mentolyptus doktora Rumney'a". Najśmieszniejsze - „Najśmieszniejsze jest to, że on to wszystko robi legalnie” powiedział Jasiu Filikiewicz o Jerzym Dąbczaku w „Nie ma róży bez ognia” - że, teoretycznie! (mentol, eukaliptus), tabaka ta powinna nam zapewniać odświeżenie. Jakie tam odświeżenie! Ciężki zaduch, powodujący, ze gubimy się w tej tabace, jak Szwejk w swojej budziejowickiej anabasis (swoją drogą polecam najnowsze tłumaczenie dziejów Szwejka). Mentol i otępienie? Toż to jakiś przewrót kopernikański w tabace! Niczym Jan Valjean w kanałach boimy się, że nie wyjdziemy, lecz jednak ciągle brniemy. Brniemy przez ciężką, błotnistą tytoniową maź, a wilgotne mentolowo-eukaliptusowe bagna ciągną nas w jakąś piekielną czeluść. Ale: dum spiro, spero! I w końcu jest światło. Wyszliśmy z kanałów, spoglądamy w tył, w tę pułapkę w której tkwiliśmy. Prawie, że w niej utknęliśmy, a jednak coś nas do niej ciągnie. Jakiś taki Lovecraftowski pociąg ku czemuś przerażającego...

Opiszmy jednak tę tabakę i z innej perspektywy. Tym razem już czysto beletrystycznego.

Mianowice z perspektywy psa gończego. Javert, inspektor policji, to prawdziwy pies gończy. A na dodatek prawdziwy przykład kantowskiego imperatywu kategorycznego. Obowiązek! Czy Kant zażywał tabakę - nie wiem, ale Javert tak - jak zapewne wiedzą wszyscy Ci, którzy przeczytali „Nędzników”. Wyobraźmy więc sobie Javerta, ogara, który poluje na Valjeana. Paryż, noc, zakamarki ulic na przedmieściach Paryża w dzielnicy - nomen omen - Bagno! Javert sięga do kieszeni surduta. Czy ma wyciągnąć - z przeproszeniem - "Gawith Colę"? Wtedy chyba niebo zawaliło mu się na głowę. Nie, musi sięgnąć po coś, co odpowiada rzeczywistości. Niechże fakty na miłość boską zgadzają się z rzeczywistością na przekór Heglowi! Zgrzyt otwieranej puszki - wiem, że wtedy nie było tabak w metalowych puszkach, ale niczym Jan Oborniak w swojej powieści „Krzyk ciszy” w serialu „Zmiennicy" - antycypuję! Javert sięga po coś, co jest właściwie tym samym co duchota stęchłych paryskich ulic. Mało odświeżenia, dużo tytoniowej tępoty. Nic więc dziwnego, że koniec końców gubi w końcu Valjeana.

Czym jest zatem ta tabaka? Antytezą tabaki mentolowej, tabaki odświeżającej. Mocna, zawiesista tytoniowa baza, której nie zagłuszają ani mentol, ani eukaliptus. Tabaka październikowa, tabaka marcowa, osłonięta solidną puchą metalową, w kolorze czupryny pijanego Irlandczyka. Sucha, koścista, choć ociekająca ciężkim deszczem.

Paris by night? S'il vous plaît!

Podsumowanie o tabace

Zalety tabaki
- Nędznicy.
- Paris by night.
Minusy Tabaki
- Brak genialności.
Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 

Komentarze

 
 
Sortowanie 
 
To write a comment please register or